Latest Posts

 
1

Lanie wody do basenu, którego nie ma.

Ostatnie miesiące przed wyborami samorządowymi lała się woda wartkim strumieniem do basenu, którego nie ma. Niemalże każdy kandydat miał na sztandarach wypisane słowo basen i z większą lub mniejszą swobodą odmieniał je przez przypadki. Suweren może jedynie żywić nadzieję, że owo słowo ciałem się stanie, a nadzieja jak wiadomo nie jest matką sukcesu. Budowa basenu zwykle trwa około dwóch lat. Starosta szydłowiecki proponuje 6, czyli całą przyszłą kadencję i rok kadencji następnej. Bardzo ciekawa kalkulacja. Od razu widać w tym planie wizję przyszłości, szczególnie swojej własnej. Do tego rachunku trzeba dodać jeszcze 7 lat minionych. Z takim wynikiem będziemy chyba w czołówce miast najdłużej budujących tego typu obiekt, pomijając fakt, że nie ma jeszcze nawet projektu. Ale jak twierdzi starosta Górlicki „Mamy pewien plan, już na przełomie 2011-12 zaplanowaliśmy to, co chcemy wykonać i konsekwentnie go realizujemy”. Rzeczywiście, trudno odmówić konsekwencji, niestety dotyczy ona jedynie planowania, gorzej z realizacją. Z kilku gładkich słów i szkicu basenu narysowanego na kartce papieru raczej trudno skorzystać w sposób oczekiwany przez społeczność Szydłowca. Fakty są takie, że budowa basenu jest dziś odległa tak samo, jak w 2011 roku. Co do tego chyba nikt nie ma złudzeń. W tym miejscu należy także wspomnieć o dwóch warunkach postawionych przez starostę Górlickiego. Od ich spełnienia bowiem uzależniona jest przyszłość basenu. Pierwszy to partycypacja wszystkich gmin w kosztach utrzymania. Drugi to współfinansowanie budowy z zewnętrznych środków na poziomie co najmniej 50%. Na dzień dzisiejszy wiadomo, że oba warunki nie będą spełnione. Więc co z tym basenem? Prawdopodobnie za 200 tysięcy zł. powstanie kolejny „plan”, który znowu trafi na długie lata do powiatowej szafy, a Starosta przypomni sobie o nim na krótko przed upływem kolejnej kadencji. Niestety historia i logika działań starosty na to wskazują. Miejmy tylko nadzieję, że świadomy szydłowiecki obywatel, który dobitnie wyraził swoje potrzeby w tym temacie nie da się już Panu Staroście przez kolejne lata tak sprytnie ogrywać. Nawet trudno sobie wyobrazić, że znajdzie się w Szydłowcu ktoś, kto będzie jeszcze w stanie uwierzyć w deklaracje osoby, której wiarygodność jest dziś bliska zeru.
 wypowiedzi Starosty 2007 - 2017:
                                                                     
Ile to kosztuje?
Koszt budowy powiatowego basenu został wstępnie oszacowany na 15 mln zł.
Baseny tzw. budżetowe można wybudować za 8 (Herby) – 11 mln (Michałów, Mława). W sytuacji niezamożnego powiatu każda złotówka jest na wagę złota i może być kluczowa dla realizacji projektu. Alternatywą dla Szydłowca może być budowa tzw. basenu budżetowego. W porozumieniu ze Społecznym Komitetem Budowy Basenu w Szydłowcu będziemy propagować ideę budowy właśnie takiego obiektu, pełnowymiarowego basenu sportowego spełniającego funkcję zarówno edukacyjną jak i komercyjną. Koszt budowy takiego obiektu byłby porównywalny z kosztem rewitalizacji zalewu (8mln) z tą różnicą, że na krytym basenie sezon pływacki trwa cały rok i nie ma ryzyka, że do wody ktoś wypompuje szambo.
Basen nie jest jak niektórzy twierdzą „dobrem luksusowym”. Od dawna jest to cywilizacyjny standard w miastach dbających o zdrowie i wypoczynek swoich mieszkańców. Niegdyś kolorowy telewizor i Wartburg były dobrem luksusowym, ci którzy wysuwają taki argument chyba z tęsknotą wspominają tą odległą przeszłość. Na szczęście większość mieszkańców Naszego miasta posiada wyższą świadomość czasów, w których żyjemy, czemu dali wyraz biorąc udział w konsultacjach społecznych zainicjowanych obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie konsultacji w tej ważnej dla miasta sprawie.
Nieważne czy basen będzie gminny, czy powiatowy. Ważne aby był stosunkowo niedrogi w budowie i tani w eksploatacji. Takie rozwiązania są już dostępne. W Polsce jest wiele miast, które z nich skorzystały. Skorzystajmy i my, czerpiąc z ich doświadczeń, którymi chętnie się dzielą. Priorytetem każdej władzy winien być rozwój i zdrowie mieszkańców. Jeśli Szydłowiec chce być nowoczesnym, progresywnym miastem zdrowych ludzi to nie stać Nas na brak basenu.


Czy w mieście gdzie od prawie pół wieku funkcjonuje oblegane przez turystów Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych i co najmniej raz w miesiącu odbywają się imprezy z udziałem kapel ludowych istnieje deficyt folkloru?




Nie dajmy się zwariować! Weźmy sobie to hasło do serca. Nie wybierajmy więcej  nieodpowiedzialnych ludzi na ważne publiczne stanowiska bo to nie licuje z powagą urzędu, który w Naszym imieniu tak konsekwentnie ośmieszają.


Od pewnego czasu na trasie Skarżysko - Szydłowiec w okolicach miejscowości Barak można zauważyć wiszące na drutach sieci elektroenergetycznej trampki.



Cztery lata temu odbyło się pamiętne spotkanie ze Starostą Szydłowieckim grupy osób protestujących przeciwko powstaniu przemysłowej fermy zwierząt futerkowych w Zdziechowie.







To miała być typowa sobota. Jedna z 52 zwykłych sobót w roku. Dzień, kiedy możesz się wyspać, ale i tak wstajesz skoro świt, bo szkoda czasu na spanie, wyśpisz się przecież po śmierci.





Znowu nadchodzi czas zmian. Zwykle poprzedza go czas podsumowań, rozliczeń i obietnic, po których znowu nastaną nowe, lepsze czasy.  Nowe dla wszystkich, lepsze już tylko dla niektórych.



Ten wpis dotyczy powieści , którą znalazłem kiedyś na granicy dnia i nocy. Trochę ułomnej, nieco grafomańskiej, wtórnej,  przykrej, głupiej, sentymentalnej, żałosnej i smutnej lecz osobiście spisanej.  
Co łączy genialnego chemika z cyrkowym szympansem, świętego Jacka z pierogami z gruppenfuhrerem ss Fritzem Katzmannem, mistrza Niemiec w boksie z królem Grecji? Co ma wspólnego kinematografia radziecka z prostytucją i jaki związek łączy Kriegsmarine z obrazem „Matka Whistlera”? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w książce "Zapach skoszonych traw", powieści transgranicznej w trzech aktach z epilogiem.




True story. Na stacji PKP Szydłowiec z pociągu osobowego relacji Radom – Skarżysko wysiada elegancki Pan w średnim wieku. Walizka z nowoczesnych kompozytów, która przetrwa powódź, trzęsienie ziemi i nuklearną zagładę, funkcjonalna torba podręczna z milionem kieszonek i tajnych schowków, nieodłączny laptop do sterowania dronem nad Afganistanem, modna fryzura z reklamy Head & Shoulders, trzydniowy zarost i anturaż podróżnika z kanału Discovery Travel and Adventure zdradzają żądnego przygód turystę na wywczasie. Wystarczy pięć minut spędzonych na stacji widmo PKP Szydłowiec aby jego ciekawość globtrotera zamieniła się w konsternację zagubionego we mgle goryla. I wtedy na rozdrożu dróg pojawia się zrządzenie losu, Ona. Opatrzność w osobowym samochodzie, kobiece ucieleśnienie dobra i zrozumienia, patronka osób zagubionych i zbitych z tropu, zbawienie autostopowiczów wszelkiego autoramentu. Wyrozumiała strażniczka światowego ładu i przechodzących przez ulice żab. W odpowiedzi na jego paniczną dezorientację studzi jego negatywne emocje spokojnie informując o sytuacji i położeniu geograficznym względem równika i bieguna północnego. Ostatecznie proponuje pomoc, czyli grzecznościowy transport do „właściwego Szydłowca” oddalonego od stacji kolejowej 4 wiorsty. Zdumiony dualizmem poznawczym turysta zostaje uratowany. Okazuje się, że jego miejscem docelowym jest SPA Manor House w Chlewiskach. Niestety jego "pakiet pobytowy dla singli" z elementami kuchni wellness, witalnej siłowni i fototerapii nie przewidywał limuzyny z kierowcą oczekującej na gościa na zagubionej pośród leśnych ostępów stacji PKP Szydłowiec. Po krótkiej pełnej refleksji i zdziwienia podróży docierając do byłego dworca Pekaesu w Szydłowcu w ostatniej chwili dopada Tofik busa (miejsc 11 siedzących +22 stojące) do Przysuchy przez Chlewiska. 20 minutową podróż w czasie przez malowniczy mazowiecki skansen wieńczy sukces. Jeszcze tego samego dnia zażywa kąpieli w sianie, a następnie w bezchlorowym basenie próbując ukoić zszargane nerwy jonizującą lampą solną w oparach kadzidełek feng shui przy dźwiękach tybetańskich gongów i butelce zacnego Calvadosu, a do Szydłowca pewnie już nie wróci, chyba, że wspomnieniem traumy ze stacji widmo i zaginionego miasta. Swoją drogą naprawdę przydałaby się na stacji PKP Szydłowiec tablica informacyjna wielkości przedwyborczego billboardu z krzykliwą informacją typu „Szydłowiec atrakcyjny turystycznie 4 km -----> (biegiem 2,5)”. Brzmi ciekawie i zachęca do ruchu, a jak wiadomo ruch to zdrowie, choć w zasadzie śmiech to też zdrowie.